Bezpieczny Kierowca

Bądź bezpieczny. Znasz przepisy? 9 trudnych pytań o przepisy. Pewnie nie wiesz, że...

Stare porzekadło głosi, że tak jak żaden mężczyzna nie przyzna się, iż jest kiepskim kochankiem, tak samo żaden zmotoryzowany nie powie o sobie, że jest słabym kierowcą...


A ty znasz przepisy?

 
Zwłaszcza panowie poczytują sobie za dowód męskości sprawne kierowanie samochodem, a jakiekolwiek krytyczne uwagi pod swoim adresem traktują jak straszną zniewagę.

Wyminąłem go, bo jechał za wolno

Nie oczekuję wcale, by każdy kierowca miał kodeks drogowy w małym palcu i na wyrywki recytował poszczególne jego artykuły. Z drugiej jednak strony, podstawowa znajomość najważniejszych terminów bardzo by się przydała.

W rzeczywistości spora część zmotoryzowanych myli podstawowe pojęcia. Na przykład wyprzedzanie notorycznie mylone jest z wymijaniem. "Wyminąłem autobus, który wlókł się przede mną..." - a przecież wymijanie to przejeżdżanie obok uczestnika ruchu poruszającego się w kierunku przeciwnym!

Zakaz zatrzymywania się bardzo często mylony jest z zakazem postoju, światła pozycyjne z postojowymi, włączanie się do ruchu z wyjeżdżaniem z drogi podporządkowanej itd.

Pomijam już żargonowe "długie światła" (zamiast poprawnie: drogowe), "droga główna" (zamiast: droga z pierwszeństwem), "teren zabudowany" (zamiast: obszar), "holowanie przyczepy" (zamiast: ciągnięcie), "sygnał pomarańczowy" (zamiast prawidłowo: żółty), "halogeny" (zamiast: światła przeciwmgłowe). Określenia te są zresztą nagminnie powielane w mediach, w tym także motoryzacyjnych, a to już kiepsko świadczy o ich profesjonalizmie.

Pieszy miał pierwszeństwo? Przecież nie było zebry!

O ile żargonowe określenia w potocznej mowie można wybaczyć (z wyjątkiem "cofania do tyłu"!), o tyle błędy lub niewiedza w kwestii pierwszeństwa to już prawdziwy dramat!

Niewielu kierowców wie, że jeśli skręcamy na skrzyżowaniu w drogę poprzeczną, to ZAWSZE musimy ustąpić pierwszeństwa pieszemu przechodzącemu przez jezdnię, nawet jeśli nie ma na niej wyznaczonego przejścia!

Przepisy stanowią również, że jeśli przez jezdnię przechodzi osoba niepełnosprawna o widocznej ograniczonej sprawności ruchowej (czyli np. z trudem poruszająca się staruszka albo inwalida o kulach), to obowiązkiem kierującego jest ZATRZYMANIE POJAZDU i umożliwienie tej osobie przejścia. Co więcej, taka osoba może przechodzić również poza przejściem, w każdym miejscu!

A jaka jest bardzo częsta reakcja polskich kierowców w takiej sytuacji? Klakson, wygrażanie albo przyspieszanie, aby taką osobę wystraszyć i zmusić do zatrzymania się na środku jezdni.

Mało kto wie również, że w tzw. strefie zamieszkania pieszy może poruszać się PO CAŁEJ DRODZE i ma wówczas pierwszeństwo przed pojazdem. Może więc iść sobie spacerkiem środkiem jezdni, a kierowca ma obowiązek poczekać. Niestety, w naszym kraju często kończy to się trąbieniem i wyzwiskami pod adresem przechodnia.

A swoją drogą, urzędnicy tworzą w obrębie stref zamieszkania przejścia dla pieszych. Po co, skoro piesi mogą chodzić w takiej strefie po całej drodze, a więc przechodzić przez nią również w każdym miejscu?

Przecież on zawracał!

Wyobraźmy sobie, że mamy sygnał zielony i na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną chcemy zawrócić. W tym samym czasie z drogi poprzecznej po lewej stronie skrzyżowania wyjeżdża samochód, którego kierowca wykonuje tzw. skręt warunkowy. Ma wyświetlany sygnał czerwony z zieloną strzałką. No i spotykamy się! Kierowca ten pakuje się przed nasz pojazd, gdyż uważa, że to on jest z prawej strony. Nic bardziej błędnego, przecież my jesteśmy na drodze, na której ruch jest otwarty, dla nas wyświetlany jest sygnał zielony. Zawracający pojazd wcale nie traci przysługującego mu pierwszeństwa!

Niestety, w takich sytuacjach dochodzi zazwyczaj do pukania się w głowę, wygrażania, trąbienia na siebie, gdyż domorosły "znawca" jest przekonany, że ma rację. Podobne komplikacje występują na skrzyżowaniach z pierwszeństwem łamanym.

Z kolei bardzo często kierujący wykonują manewr zawracania podczas wyświetlania na sygnalizatorze kierunkowym sygnału zielonego do skrętu w lewo, nie wiedząc, że w takiej sytuacji zawracanie jest zabronione! Aby było możliwe, sygnał na sygnalizatorze kierunkowym musi składać się podwójnej strzałki (jeden grot skierowany w lewo, a drugi w dół).

Przecież ja nie wyprzedzałem!

Przepisy zabraniają wyprzedzania na przejściach dla pieszych i bezpośrednio przed nimi. Niestety, wielu kierowcom wyprzedzanie kojarzy się wyłącznie z manewrem polegającym na przejechaniu na część jezdni dla przeciwnego kierunku ruchu, czyli wyprzedzaniem odbywającym się na jezdniach dwukierunkowych.

W rzeczywistości manewr wyprzedzania odbywa się również wtedy, gdy jedziemy szybciej sąsiednim pasem ruchu na jezdni jednokierunkowej. I takie wyprzedzanie również jest zabronione na przejściach dla pieszych oraz przed nimi (z wyjątkiem przejść ruchu kierowanym).

Jeszcze gorzej, gdy jeden z pojazdów zatrzyma się przed przejściem, aby ustąpić pierwszeństwa pieszym, a inni, jadący sąsiednimi pasami, jak gdyby nigdy nic pędzą dalej. Już wiele razy takie postępowanie skutkowało śmiertelnym potrąceniem pieszego, który naiwnie liczył, że jeśli jeden samochód się zatrzymał, to inne też staną...

I jak wówczas tłumaczą się kierowcy? Nie zauważyłem, że tamten samochód się zatrzymuje, przecież ja jechałem innym pasem! Ja nie widziałem tego pieszego!

Przypomnę dla porządku, że omijanie pojazdu, który zatrzymał się przed przejściem w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu, jest surowo zabronione!

A może by tak mniej punktów?

Potwierdzeniem słabej znajomości przepisów wśród kierowców jest często spotykane holowanie pojazdu z włączonymi światłami awaryjnymi. Jest to oczywiście niedopuszczalne, albowiem przepisy zezwalają jedynie na umieszczenia na pojeździe holowanym żółtego światła błyskowego. Kierunkowskazy w żadnym razie z takim światłem nie mogą być utożsamiane.

W pewnym programie telewizyjnym obserwować możemy często kontrole drogowe, podczas których ukarani kierowcy proszą: "a nie dałoby tak policzyć mi mniej punktów"? albo "a może ja zapłacę mandat, ale bez punktów?". A przecież punkty za poszczególne wykroczenia są do nich sztywno przypisane i nie ma tu żadnych "widełek". Policjant nie ma też możliwości zrezygnowania z wpisania punktów na konto kierowcy. Punkty nie są karą dodatkową zależną od uznania policjanta. Jeżeli mandat został przyjęty, punkty muszą trafić być przypisane kierującemu. Słaba znajomość przepisów kłania się po raz kolejny.

Przykłady ignorancji i braku elementarnej wiedzy u dużej części zmotoryzowanych można by mnożyć. Można by też zastanowić się, jakim cudem niektóre osoby uzyskały prawo jazdy, czego i jak uczono ich w ośrodku szkolenia kierowców oraz jak to się stało, że zdały egzamin teoretyczny. A może po prostu uczyły się na pamięć: pytanie 26-A, pytanie 27-C itd.

Zaraz jednak część czytających oburzy się, zarzuci mi, że to bzdura, bo oni wszystko to doskonale wiedzą. Jeśli tak, to zachęcam do zrobienia sobie małego sprawdzianu. Proszę bez zaglądania do przepisów spróbować szybko odpowiedzieć na 9 poniższych pytań:

1) Czy widząc znak "zakaz wyprzedzania" możemy wyprzedzić motocykl?


2) Czy widząc taki znak możemy przejechać przez przejazd kolejowy, jeśli upewnimy się, że nie nadjeżdża pociąg?

 

3) Czy ograniczenie prędkości wyrażone tym znakiem jest odwoływane przez skrzyżowanie?

 

4) Czy zakaz zatrzymywania się wyrażony taki znakiem obowiązuje także na chodniku, czy tylko na jezdni?


5) Jeśli pobocze oddziela od jezdni linia krawędziowa ciągła, to czy możemy zatrzymać się na jezdni, nie przejeżdżając przez tę linę, np. w celu wysadzenia pasażera?

6) Czy zakaz zawracania zabrania skręcania w lewo na skrzyżowaniu?

7) Z jaką prędkością możemy jechać po autostradzie samochodem osobowym ciągnącym przyczepę lekką?

8) Czy tramwaj jest pojazdem silnikowym?

9) Czy motocykl jest pojazdem samochodowym?